Beata Sadowska dziennikarka telewizyjna i radiowa, biegaczka i triathlonistka, a przede wszystkim – Mama. Wulkan pozytywnej energii i optymizmu w rozmowie z Małgorzatą Stankiewicz odpowie m.in. na pytanie „I jak tu nie biegać” i dlaczego warto być aktywnym. Będzie też o motywacji, szczęściu i uśmiechu.

Zapraszamy na MOC MOTYWACJI OD Beaty Sadowskiej!

Małgorzata Stankiewicz: Pani Beato, nazwa naszego serwisu to Born to be Ironman. Można powiedzieć, że jest Pani swoistą Ironwoman. Dzieci, treningi, praca, wiele inicjatyw charytatywnych, teraz jeszcze własna kawiarnia. Skąd czerpie Pani energię do działania?

Beata Sadowska: Ja chyba po prostu lubię życie. Im jestem starsza, tym bardziej zdaję sobie sprawę, że nikt nie odda mi żadnego straconego dnia, godziny, minuty. Staram się nie tylko marzyć, ale też realizować marzenia. Być tu i teraz. Nie grzebać przesadnie w przeszłości i nie żyć przyszłością, bo przegapię „dziś”. Na pewno siłę daje mi rodzina. No i zdrowe jedzenie, stąd nasza najmłodsza inicjatywa: kawiarnia GUGA SWEET i restauracja GUGA SPICY w Gdańsku. Trzeba dobrze (czytaj: zdrowo i mądrze) nakarmić organizm, żeby miał siłę do działania.

[MS] Sport to nieodłączny element Pani codzienności. Jaki moment w życiu lub kto zmotywował Panią do ruszenia się z przysłowiowej kanapy?

[BS] Mój Paweł, bo ze sportem jest związany od dziecka. Pamiętam, kiedy pierwszy raz kibicowałam mu podczas maratonu: niesamowite emocje i gdzieś tam tląca się, ale jeszcze nieuświadomiona nadzieja, że kiedyś będę miała szansę posmakować, jak to jest mieć numer startowy na piersi. Potem zakład z trenerem Kubą Wiśniewskim, że stanę na mecie królewskiego dystansu. I Monika Coś z NIKE’a, która zaprosiła mnie na pierwszą edycję RUN WARSAW. To było 5 km, ale wtedy dla mnie to był ultramaraton!

O motywacji, szczęściu, bieganiu i o tym, że warto... – Beata Sadowska - fot. Marcin-Kin
O motywacji, szczęściu, bieganiu i o tym, że warto… – Beata Sadowska – fot. Marcin-Kin
[MS] Wiadomo, że obecnie bieganie jest bardzo modne. Wiele osób zaczyna swoją sportową przygodę właśnie od tej dyscypliny. Jednak często z czasem pojawia się w ich życiu triathlon. Podobnie chyba było u Pani? 

[BS] Szczerze? To nie było tak, że znudziło mi się bieganie i poczułam, że potrzebuję nowego wyzwania. Zadzwonił do mnie Michał Drelich, organizator zawodów w Gdyni i zapytał, czy nie zostałabym ambasadorką i nie wystartowała w 1/2 Ironmana. A ja, naiwa i nieświadoma, co to znaczy „połówka” ochoczo odpowiedziałam TAK! Zapomniałam, że na przygotowania będę miała 3 miesiące, z których ostatecznie zostały dwa, bo miałam kontuzję na basenie. No ale udało się i połknęłam bakcyla! Dziś Gdynia to mój ukochany tri spot.

[MS] Jak radzi sobie Pani z kryzysami, kiedy najzwyczajniej w świecie, nie chcę się Pani wyjść na trening?

[BS] Różnie: czasem im ulegam, czasem wręcz przeciwnie. Nie walczę ze sobą, nie jestem zawodniczką. Dla mnie triathlon ma być przyjemnością, a nie zarzynaniem się w pogoni za życiówką. Miałam pakiet na ENEA 5150 WARSAW. W piątek poszłam na basen i mówię do trenera Rafała Pierścieniaka z Kuźni Triathlonu: „Nie wystartuję, jestem zajechana, nie śpię, zero regeneracji, mam mnóstwo pracy. Rower przewietrzyłam dwa razy, nie biegam, chodzę wyłącznie na basen”. Byłam pewna, że powie: „No jasne, odpuść sobie”. „I co myślisz?” – dopytywałam, a on: -„Startować”. No to wystartowałam.

[MS] Jest coś co szczególnie motywuje Panią do pokonania sportowego lenia?

[BS] Kiedy za długo nie idę na trening, zwyczajnie jest mi źle. Jakoś ciężko, nie tak. Czuję się staro. Zwyczajnie brakuje mi ruchu i endorfin. Wiem, jak smakuje sport i to zdecydowanie jest mój smak. To już element mojego życia, jak zdrowe jedzenie czy spacery z psem. Ta tęsknota jest najlepszą motywacją. Uśmiech na mecie. Szczęście. Poczucie, że zrobiłam coś dla siebie. No i spokojna głowa.

O motywacji, szczęściu, bieganiu i o tym, że warto... – Beata Sadowska - fot.Lukas-Nazdraczew
O motywacji, szczęściu, bieganiu i o tym, że warto… – Beata Sadowska – fot.Lukas-Nazdraczew
[MS] A jak jest z Pani sportowymi celami, marzeniami? Chciałaby Pani przekroczyć jakieś granice, bieg ultra, pełny dystans Ironman albo jeszcze inne wyzwanie? Udział w biegu na drugim końcu świata? A może nie to jest dla Pani najważniejsze?

[BS] Najważniejsze jest to, że chce mi się chcieć. Marzy mi się oczywiście cały Ironman i jakiś bieg ultra tylko… najpierw muszę się wyspać i zregenerować, co przy dwóch małych smykach w domu jest – póki co – pieśnią przyszłości.

[MS] Na koniec, nawiązując do tytułu Pani książki „I jak tu nie biegać!”, co chciałaby Pani przekazać osobom, które szukają motywacji, aby w końcu zacząć działać?

[BS] Daleka jestem od pouczania i udzielania złotych rad, mogę powiedzieć coś wyłącznie na własnym przykładzie: wyobraźcie sobie moment, kiedy wasza głowa odpoczywa, kiedy sprawy całego dnia przestają się w niej kłębić. Kiedy pojawia się spokój albo proste rozwiązanie trudnego problemu. Wyobraźcie sobie, że świat pędzi, a wy macie czas zauważyć zmieniające się pory roku. Wyobraźcie sobie, że macie więcej cierpliwości i więcej siły. Lepszą odporność i kondycję. Wyobraźcie sobie, że częściej się uśmiechacie. Właśnie to dało mi bieganie. Warto, prawda?



freedom_martya_w Image Banner 728 x 90

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here