Lubię nowe wyzwania, ale jeśli chodzi o sport jestem zwolenniczką tego, aby swoją sportową poprzeczkę podnosić stopniowo. Dlatego też po ukończeniu duathlonu w Poznaniu kolejnym krokiem był mój udział w ChampionMan Duathlon Czempiń.

Tym razem dystans do pokonania był bardziej wymagający. Zawody zaczynał bieg na 10 km, następnie na zawodników czekało 60 km na rowerze, na koniec ponownie 10 km biegu.

Ja vs ChampionMan Duathlon Czempiń

ChampionMan Duathlon Czempiń relacja
Fot: borntobeironman.pl

Start zawodów (na dystansie długim) przewidziany był na 12:30 i trochę obawiałam się, że słonce może dać mi się dość mocno we znaki, ale przecież pogody się nie wybiera. Dzień wcześniej skrupulatnie przygotowałam sobie cały sprzęt i raz jeszcze dokładnie przeczytałam regulamin zawodów. Wejścia do strefy zmian, odpowiednie ułożenie sprzętu, który umożliwi sprawne przebranie się po biegu i dalszą jazdę na rowerze, to wciąż dla mnie nauka i nabieranie doświadczenia. Uczę się na własnych błędach, ale uważam, że taka nauka jest najlepsza bo sama czuję, co następnym razem mogę poprawić, aby było lepiej.

Znając regulamin zawodów ChampionMan Duathlon Czempiń, wiedziałam o której muszę wstać, aby spokojnie zjeść śniadanie, dojechać na miejsce, po prostu wszystko ogarnąć tak, żeby nie powodować niepotrzebnego niepokoju i paniki.

I nadszedł ten dzień

Droga z Poznania do Czempinia zajęła mi jakieś 30 min. Odbiór pakietu startowego, oklejenie numerami kasku, roweru i… siebie, poszło sprawnie. Kolejny etap, strefa zmian i pozostawienie roweru. Po duathlonie w Poznaniu wiedziałam już co po kolei ułożyć w koszyku, aby zmiana zajęła mi jak najmniej czasu. Kiedy już wszystko przygotowałam, zostało trochę czasu na małą rozgrzewkę, odprawę techniczną i do dzieła!

ChampionMan Duathlon Czempiń relacja
Fot: borntobeironman.pl
ChampionMan Duathlon Czempiń relacja
Fot: borntobeironman.pl
ChampionMan Duathlon Czempiń relacja
Fot: borntobeironman.pl

Witaj dreszczyku emocji, dawno się nie widzieliśmy

ChampionMan Duathlon Czempiń relacja
Fot: borntobeironman.pl

Uwielbiam ten dreszczyk emocji, kiedy startuję na nowym dla siebie dystansie. Nigdy nie wiem na 100% czy dam radę, co wydarzy się na trasie. Długie dystanse mogą nieść za sobą wiele niespodzianek w trakcie zwodów. W tym cały urok, że możesz czuć się przygotowany, ale coś tego dnia może nie zagrać, albo odwrotnie to będzie Twój dzień i sam siebie zaskoczysz…

Dodatkowo z powodów bezpieczeństwa w Czempiniu zabronione było używanie mp3, słuchawek czy posiadanie telefonów komórkowych więc dla mnie kolejny level, tyle godzin bez muzyki, której zazwyczaj słucham np. podczas maratonów, jako dodatkowej motywacji. Teraz nie było takiej możliwości więc całe zawody ChampionMan Duathlon Czempiń -tylko ja, kilometry, moja głowa i myśli.

3…2…1…START

I tak wybiła 12:30 – startujemy! Główne założenie jakie miałam, to TRZYMAJ SWOJE TEMPO CHOĆBY WSZYSCY CIĘ WYPRZEDZALI! Jak to się mówi – Tylko spokój może nas uratować. Jak postanowiłam, tak zrobiłam. Pierwsze 10 km biegu nie sprawiło mi większego kłopotu. Punkty odżywcze było dobrze rozlokowane przy trasie, a wolontariusze stanęli na wysokości zadania.

ChampionMan Duathlon Czempiń relacja
Fot: borntobeironman.pl

Pora na rower

ChampionMan Duathlon Czempiń relacja
Fot: borntobeironman.pl

Trochę obawiałam się, że w ferworze walki i wśród wielu rowerów pomylę alejkę w której stał mój bolid, ale udało się. Szybkie przebranie i lecę dalej. Czuję się dobrze, bawię  się dobrze, słońce, kibice, jest super! I tak na 4 km żebym nie zapomniała, że tu się ściga kobieto, a walka czasem boli, zaczęły łapać mnie skurcze w łydki. Tu chwilowo przestało być śmiesznie. W głowie milion pytań, dlaczego skoro nigdy wcześniej, nawet na maratonach nic mi się nie działo. No, ale teraz się dzieje więc co dalej. Zejść z roweru naciągnąć palce w stopie? Jechać dalej? A może jednak stanąć? I tak w kółko, a nogi bolą… Ostatecznie postanowiłam, że dopóki nie złapie mnie taki skurcz, że zrzuci mnie z roweru, nigdzie nie zsiadam, nic nie kombinuje. Zjadłam odżywkę, popiłam wodą i cisnę przed siebie. Powoli jedna łydka zaczęła odpuszczać, ale bałam się mocniej przycisnąć na pedały, aby znów nie powtórzyła się sytuacja. Z drugiej strony jak już było lepiej, ciężko było się powstrzymać. I właśnie na takiej zabawie – skurcz odpuścił – cisnę, znów wrócił – lekko odpuszczam, upłynęło mi niemal 50 km… Życie uratowały mi moim zdaniem opaski kompresyjne Compressport, choć wiem, że zdania na temat kompresji są podzielone, ale o tym innym razem. Po 50 km nogi się uspokoiły więc i mnie trochę ulżyło. Choć perspektywa zbliżającego się, ponownego biegu na 10 km nie pocieszała. Trasa rowerowa była szybka, choć momentami wiał tak silny wiatr, że aż zatykał, nie mówiąc, że również wytrącał prędkość na rowerze. Punk odżywczy, który był jeden na trasie, czyli albo złapiesz wodę, albo jedziesz 20 km bez wody (trasa to 3 okrążenia po 20 km) dał radę i udało mi się za każdym razem złapać butelkę, za co dziękuję bo bez wody byłoby na pewno ciężko.

ChampionMan Duathlon Czempiń relacja
Fot: borntobeironman.pl

10-60-10 i do mety

ChampionMan Duathlon Czempiń relacja
Fot: borntobeironman.pl

Schodząc z roweru obawiałam się tego jak zareagują moje nogi na kontakt z podłożem… I tu miłe zaskoczenie. Zachowywały się tak, jakby nie było tematu skurczów na rowerze. Jednak czułam zmęczenie i to, że nie oszczędzałam się na rowerze. Szybka (tak mi się przynajmniej wydawało) zmiana butów i lecę na ostatnie 10 km, a potem już same przyjemności, czyli pizza i totalny hedonizm. Tym bardziej, że zawody odbywały się w sobotę więc wizja leniwej, słonecznej niedzieli niosła mnie do mety. Oczywiście nie powiem, że było łatwo i przyjemnie bo to już końcówka. Zważywszy na to, że 10 km biegliśmy w dwóch pętlach po 5 km, więc kto biega, ten na pewno wie, co myśli sobie głowa, która biega w kółko, jest zmęczona, a na dodatek wie, co ją jeszcze czeka.

ChampionMan Duathlon Czempiń relacja
Fot: borntobeironman.pl
ChampionMan Duathlon Czempiń relacja
Fot: borntobeironman.pl
ChampionMan Duathlon Czempiń relacja
Fot: borntobeironman.pl

Ostatecznie, drugie 10 km przebiegłam wolniej niż pierwsze, ale dotarłam do mety, cała, zdrowa i szczęśliwa! Udało mi się wejść na kolejny schodek na mojej sportowej drabince! Na mecie czułam, że o to właśnie chodzi, żeby czerpać radochę z tego co się robi. I co z tego, że rywale byli szybsi, mieli lepszy sprzęt. Super! Gratuluję im wyników! Ja jestem zadowolona ze swoich. Zawsze znajdzie się ktoś lepszy czy silniejszy. Najważniejsze to cieszyć się swoim życiem, wyciągać dobre wnioski na przyszłość i działać.

ChampionMan Duathlon Czempiń relacja
Fot: borntobeironman.pl
ChampionMan Duathlon Czempiń relacja
Fot: borntobeironman.pl
ChampionMan Duathlon Czempiń relacja
Fot: borntobeironman.pl

Jeśli chodzi o ChampionMan Duathlon Czempiń uważam, że zawody były naprawdę dobrze przygotowane i Organizatorzy stanęli na wysokości zadania. Jeśli tylko mi się uda, to za rok chętnie wrócę do Czempinia, aby ponownie stanąć na starcie.

ChampionMan Duathlon Czempiń relacja

ChampionMan Duathlon Czempiń relacja
Fot: borntobeironman.pl

 



freedom_martya_w Image Banner 728 x 90
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułPieczone placki z kaszy jaglanej z groszkiem i marchewką
Następny artykułSłodkie quesadillas z bitą śmietaną i truskawkami
Małgorzata Stankiewicz
Zakochana w sporcie i podróżach. Właścicielka mopsa - Mopsiaka, który jest jej najlepszym towarzyszem w chwilach lenistwa, jeśli już uda jej się takie znaleźć. Biega maratony, ale nie tylko. W 2015 roku zdobyła Koronę Polskich Maratonów, a w 2016 zadebiutowała w triathlonie. Ukończyła 70.3 Herbalife Ironman Gdynia. Obecnie marzy zmierzeniu się z pełnym dystansem Ironman.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here