Do mojego triathlonowego debiutu pozostało coraz mniej czasu. To ostatni moment, abym ostatecznie zdecydowała, w jakiej piance do pływania wystartuję w Gdyni. Dlatego też wraz z koleżanką, spakowałam piankę, mopsa i ruszyłyśmy na Mazury, abym spokojnie popływała w mazurskich jeziorach i wybrała piankę dla siebie.

Wcześniejsze testy pianek, o których możesz przeczytać > TU i > TU pozwoliły mi przetestować kilka z nich, dzięki czemu wstępnie wybrałam model, w którym pływało mi się najlepiej. Z racji tego, że nigdy nie byłam zawodowym pływakiem, testy pokazały mi, że najlepsza pianka dla mnie to taka, w której ważna jest wyporność na nogi i biodra. Skoro już to było jasne, wypożyczyłam piankę od TriCentre w Poznaniu i pojechałam na Mazury.

Pływanie open water i tata w roli trenera

Mazurskie pływanie open water
Mazurskie pływanie open water // Fot.: borntobeironman.pl

Tata z racji tego, że również jest byłym sportowcem dopinguje mnie w moich zmaganiach, doradza i jak tylko może pomaga. Tak było i tym razem. Zorganizował łódkę, opracował trasę, aby było wiadomo, jaką odległość mam do przepłynięcia. Pierwsze pływanie zaplanowaliśmy na sobotę. Nad jezioro Drwęckie w Ostródzie ruszyliśmy z samego rana. Nad jeziorem okazało się, że fala wcale nie jest taka mała, a jezioro spokojnie. Jednak nie ma się co pieścić, bo w Gdyni czeka na mnie morze.

Mazurskie pływanie open water
Mazurskie pływanie open water // Fot.: borntobeironman.pl

Pierwsze wejście do wody. Nabrałam wodę w piankę i kiedy już czułam, że dobrze się ułożyła, ruszyłam przed siebie. Niestety zaczęłam za szybko, więc co jakiś czas przechodziłam z kraula do żabki. I tak na przemian przez cały czas trwania treningu. Fala nie ułatwiała, a wyporność na nogi o ile w kraulu pomagała o tyle podczas żabki dość mocno utrudniała mi zadanie. Trening skończyłam po przepłynięciu trochę ponad kilometra. Szczerze, byłam średnio zadowolona, bo zamiast zacząć spokojnie i trzymać swoje tempo dałam się ponieść emocjom. Jednak uważam, że to właśnie teraz jest ten czas, kiedy mogę popełniać błędy i poznawać siebie. Po sobocie wiedziałam już, że w niedzielę podejdę do pływania inaczej.

Mazurskie pływanie open water
Mazurskie pływanie open water // Fot.: borntobeironman.pl

Pierwsze koty za płoty

Mazurskie pływanie open water
Mazurskie pływanie open water // Fot.: borntobeironman.pl

Niedzielne pływanie również zaplanowałam na rano. Tym razem jednak na początku rozgrzałam się i przepłynęłam kilkanaście metrów na luzie, aby przyzwyczaić organizm do ruchów i zachowania się w piance. W sobotę zgubiło mnie właśnie to, że niepotrzebnie wydłużałam ruch ręką nad wodą, a w konsekwencji traciłam siły na walkę z pianką. Należy pamiętać, że pianka sama w sobie na ramionach daje opór podczas pływania, którego nie ma, kiedy pływa się w samym stroju na basenie.

Po kilkunastu metrach przepłyniętych żabką przeszłam do kraula. Od początku czułam, że jest zdecydowanie lepiej niż dzień wcześniej. Choć ręce męczyły się lekką walką z pianką, nie było to aż tak uciążliwe, aby przeszkadzało mi w swobodnym płynięciu. Cały czas pamiętałam o równym oddechu i tym, żeby nie panikować. Obok mnie płynął przecież na łódce tata i koleżanka, a do pasa miałam przyczepioną bojkę asekuracyjną. Momentami wpadałam w taki rytm, że w ogóle nie myślałam o tym, że płynę. Czułam się tak, że mogłabym płynąć, płynąć i płynąć… W sumie przepłynęłam ponad 2 km i gdyby nie zbliżająca się burza myślę, że przepłynęłabym jeszcze więcej. Ale to nic, najważniejsze, że ostatecznie zdecydowałam, że stawiam na piankę Blueseventy Fusion.

Mazurskie pływanie open water
Mazurskie pływanie open water // Fot.: borntobeironman.pl
Mazurskie pływanie open water
Mazurskie pływanie open water // Fot.: borntobeironman.pl

Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło

Mazurskie pływanie open water
Mazurskie pływanie open water // Fot.: borntobeironman.pl

Uważam, że właśnie po to są treningi, aby móc zweryfikować swoje błędy. Choć są pewne ogólne zasady, które każdemu powinny pomagać podczas poszczególnych etapów triathlonu to z mojego doświadczenia mogę powiedzieć, że najważniejsze jest poznanie siebie.

Kiedy kilka miesięcy temu pierwszy raz poszłam na basen, wydawało mi się, że co to za trudność przepłynąć ileś tam metrów… Szybko okazało się, że nie jestem w stanie przepłynąć jednej długości basenu. Dlaczego? Nie potrafiłam płynnie oddychać, przez co bardzo się męczyłam, łapały mnie skurcze w łydki i w sumie po 10 minutach w basenie, jedyne na co miałam ochotę to wyjść do szatni, przebrać się i pójść do domu.

Dziś, po wielu treningach czuję jak wiele się zmieniło. Nie tylko w moim przygotowaniu fizycznym, ale też mentalnym. Przez ten czas nabrałam szacunku do każdej z trzech konkurencji triathlonu. Każda wymaga sumiennego treningu i indywidualnego podejścia. Każda z konkurencji pokazuje mi inną stronę mnie samej i to jest w tym wszystkim najpiękniejsze. A myśl o zbliżającym się triathlonie w Gdyni sprawia, że serce bije mocniej, jest strach, ale też ogromna ciekawość i chęć sprawdzenia jak będzie.

 

A tak poza pływaniem to Ostróda z której pochodzę, zawsze ładuje mi baterie. Akurat w weekend były Dni Morza więc wiele się działo nad jeziorem w którym rano walczyłam z samą sobą. Lubię weekendy kiedy wyjeżdżam w inne miejsce i mogę połączyć trening z miło spędzonym czasem.

 



freedom_martya_w Image Banner 728 x 90
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułSmak dzieciństwa czyli racuchy z rabarbarem
Następny artykuł7 różnic – pływanie w piance vs pływanie w stroju na basenie
Małgorzata Stankiewicz
Zakochana w sporcie i podróżach. Właścicielka mopsa - Mopsiaka, który jest jej najlepszym towarzyszem w chwilach lenistwa, jeśli już uda jej się takie znaleźć. Biega maratony, ale nie tylko. Po zdobyciu Korony Polskich Maratonów, postanowiła spróbować sił w triathlonie. Ukończyła zawody z serii 70.3 Ironman w Gdyni. Obecnie marzy zmierzeniu się z pełnym dystansem Ironman.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here