Zawsze, kiedy po raz pierwszy jadę na jakiś bieg, gdzieś w środku czuję ogromną ciekawość. Jak będzie, czy trasa okaże się bardzo ciężka, a kibice pełni energii, czy wystarczy mocy w nogach i jaka będzie atmosfera. I tak zmotywowana i podekscytowana wyruszyłam w stronę Szamotuł na VI Szamotuły Samsung Półmaraton.

Niestety pogoda w tę październikową niedzielę nie rozpieszczała. Od rana było chłodno i deszczowo. Na szczęście start biegu przewidziany był na godzinę 11:00 więc nie było konieczności, aby zrywać się bladym świtem. Droga z Poznania do Szamotuł zajmuje jakieś 30-40 minut, doliczając do tego odbiór pakietu startowego, mogłam spokojnie się wyspać.

Dzień Dobry Szamotuły Samsung Półmaraton

Biegacze nie są z cukru czyli deszczowy Szamotuły Samsung Półmaraton
Biegacze nie są z cukru czyli deszczowy Szamotuły Samsung Półmaraton // Fot.: borntobeironman.pl

Po dotarciu na miejsce, mimo jesiennej aury, od razu dało się odczuć atmosferę zawodów. Spiker głośno i z energią informował gdzie znajduje się biuro zawodów, jaki jest plan imprezy, zgrzewał do walki, przy okazji opowiadając dowcipy i anegdoty. Dzięki temu kapryśna pogoda zeszła szybko na dalszy plan. Pakiet startowy odebrałam sprawnie, na tyle, że do startu półmaratonu pozostała ponad godzina. Niestety z uwagi na pogodę i deszcz nie było szans na choćby szybki spacer po okolicy. Dlatego jak większość biegaczy, czekałyśmy z Jessicą w hali sportowej, nieopodal startu, aby nie zmarznąć.

Pora na start! Mocy przybywaj!

Na starcie widziałam, że deszcz nie zepsuł humoru biegaczom, nie było nikogo z ponurą miną. I właśnie o to chodzi, aby nie szukać powodów do narzekania, a cieszyć się dobrymi chwilami, które daje bieganie. Mimo, że Szamotuły nie są dużym miastem, na starcie pojawiło się naprawdę wielu Kibiców. Za każdym razem ogromnie motywuje mnie to, że wszystkie te osoby przychodzą, aby pokibicować z własnej woli i też się tym cieszą. Wydaje mi się nawet, że biegacze nakręcają Kibiców machając, uśmiechając się czy odpowiadając na okrzyki. To znów nakręca Kibiców do jeszcze większego dopingu. Takie małe sportowe perpetuum mobile 😉

 

Wszystko to sprawiło, że trasa biegu była bardzo przyjemna. To wszystko też potwierdza, że w bardzo dużym stopniu to nasza głowa i nastawienie decyduje o tym, czy będziemy ze zniecierpliwieniem i bólem odliczać kilometry do mety. Ja czułam ogromny pozytyw i chyba przez większość biegu uśmiechałam się od ucha do ucha. Kilometry mijały szybko, a ja wcale nie myślałam o tym, aby już skończyć te zawody. Dzieciaki na trasie poubierane w czapki, kurtki, rękawiczki, dziarsko wyciągały ręce, aby przybijać piątki. Czułam, będąc na trasie, że każda osoba i ta biegnąca i każdy z kibiców wzajemnie dają sobie dobrą energię. I myślę, że właśnie o to chodzi o w tym wszystkim. A czas? Ja mówię, że najlepszy! Może kiedyś najdzie mnie ochota na ponowne bicie rekordów i życiówek, ale teraz czerpię motywację, pozytywną energię i cieszę się kolejną biegową przygodą.

Biegacze nie są z cukru czyli deszczowy Szamotuły Samsung Półmaraton
Biegacze nie są z cukru czyli deszczowy Szamotuły Samsung Półmaraton // Fot.: borntobeironman.pl

Na mecie ponownie słychać było ogromny doping wielu Kibiców oraz spikera, który nie przestawał ani na moment i z całych sił motywował biegaczy na ostatnich metrach biegu. Chyba nie było osoby, która by na koniec nie przyspieszyła. Na mecie oczywiście na każdego biegacza czekał medal i nagrody za czołowe miejsca. Jednak tym razem Organizator pomyślał również o osobach na dalszych pozycjach. I tak za miejsce 66, 222, 333 biegacze otrzymali lodówki oraz pralki za 666, 888, 1000 miejsce. Żartowałyśmy z Jesscią przed startem, że na mecie będzie liczyła ile osób pojawiło się przede mną, abym trafiła w miejsce gwarantujące nagrodę 😉

Nie mów hop

Mimo, że Szamotuły Samsung Półmaraton okazały się super imprezą, nie obyło się również bez przygód. Ponieważ pogoda kaprysiła, temperatura nie rozpieszczała, Jessica czekając na mecie zmarzła, a i mnie po zakończeniu biegu szybko zaczęło się robić zimno. Postanowiłyśmy więc, że nie będziemy czekać na zakończenie imprezy i szybko uciekniemy do samochodu i ciepłego domu. Wsiadamy do auta i uradowane mamy ruszać kiedy okazuje się, że jednak auto nie ma zamiaru ruszyć… Telefon do ubezpieczyciela i myślimy, że niebawem ktoś podjedzie nam pomóc, ale nie, byłoby zbyt prosto i pięknie. Nie ma takiej możliwości… Jest nam zimno, w sumie nie wiemy do końca, co się stało, a kable, aby może odpalić od innego auta zostały w domu… Tak, tak kobiety… Oczami wyobraźni widzę nas już na lawecie, ale na szczęście panowie strażacy pomogli i popchnęli auto, aby zapaliło i na szczęście się udało. Pozostało jedynie dojechać do domu tak, aby nigdzie się nie zatrzymywać i nie zgasić silnika. Nie muszę chyba mówić, jaka była nasza radość, kiedy wysiadłyśmy pod domem.

Jednak pogoda i przygoda z samochodem nie zepsuła nam humorów, więc Szamotuły Samsung Półmaraton na pewno będziemy dobrze wspominać. A panom strażakom jeszcze raz wielkie i serdeczne DZIĘKUJĘ za pomoc!



freedom_martya_w Image Banner 728 x 90
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułOdzież na rower Brubeck – test
Następny artykułBądź sobą i ciesz się życiem
Małgorzata Stankiewicz
Zakochana w sporcie i podróżach. Właścicielka mopsa - Mopsiaka, który jest jej najlepszym towarzyszem w chwilach lenistwa, jeśli już uda jej się takie znaleźć. Biega maratony, ale nie tylko. W 2015 roku zdobyła Koronę Polskich Maratonów, a w 2016 zadebiutowała w triathlonie. Ukończyła 70.3 Herbalife Ironman Gdynia. Obecnie marzy zmierzeniu się z pełnym dystansem Ironman.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here