Zapewne wielu z Was wie, że przygotowuję się do swojego triathlonowego debiutu. To sprawia, że na mojej drodze pojawia się wiele nowych informacji, nowego sprzętu oraz wiedzy, którą warto poznawać, przyswajać i oczywiście – dzielić się nią z Wami.

Kiedy zobaczyłam, że w Poznaniu organizowane są testy pianek do pływania, bez wahania postanowiłam przekonać się na własnej skórze, jak to wygląda i czy takie podejście do tematu rzeczywiście pomoże mi w wyborze wyposażenia.

Fakt, że nigdy wcześniej nie uczestniczyłam w tego typu testach sprawił, że nie do końca wiedziałam, czego mogę się spodziewać… Nie obyło się też bez lekkiego stresu i kołatających się po głowie setek myśli: „Czy uda mi się bez problemu założyć piankę?”, „Czy nie uszkodzę jej podczas zakładania?”, „Jak będzie mi się w niej pływało?”…

Strach ma wielkie oczy

Jadąc na testy, cały czas zastanawiałam się, czy nie jestem jeszcze zbyt zielona, aby w nich uczestniczyć. Kiedy udało mi się zgubić drogę, pomyślałam, że może to znak, aby dać sobie spokój… Na szczęście zimna refleksja szybko skierowała mnie na bardziej racjonalny tok myślenia. W końcu, gdyby to wydarzenie było skierowane tylko dla doświadczonych pływaków, to po pierwsze – na stronie organizatora pojawiłaby się stosowna informacja na ten temat, a po drugie – formularz zapisu zawierałby pozycję „Poziom zaawansowania”. Nic z tego nie miało jednak miejsca, zatem… po raz kolejny przekonałam się, że strach ma wielkie oczy.

Pierwsze koty za płoty

Do przymierzenia były 3 pianki. Wiedziałam, że założenie żadnej z nich nie będzie łatwe, o czym niejednokrotnie czytałam i słyszałam od znajomych sportowców. Ta wiedza teoretyczna w 100% znalazła też swoje potwierdzenie w praktyce! Najwięcej problemu sprawiła oczywiście pierwsza pianka, na zakładanie której straciłam co najmniej kilkanaście minut… wszystko dlatego, że wciąż obawiałam się, czy zbyt mocne pociągnięcie, nie uszkodzi jej.

Całe szczęście, organizatorzy okazali się bardzo pomocni. Dzięki ich radom, żadna pianka nie ucierpiała, a ja nauczyłam się kilku przydatnych sztuczek, które wykorzystałam podczas przymierzania kolejnych sztuk.

Metoda „na siatkę”

Niezastąpionym gadżetem podczas zakładania pianki okazują się… jednorazowe reklamówki. Po założeniu takowej na stopę, bez większych problemów można wsunąć ją przez nogawkę stroju. Potem pozostaje już tylko naciągnięcie pianki na resztę ciała. I mimo, że to zadanie nie jest łatwe, dowiedziałam się, że istnieją preparaty w formie sprayu, które po naniesieniu na ciało, pozwalają na łatwe dopasowanie pianki do sylwetki, bez ryzyka jej uszkodzenia.

Choć podczas mojego debiutu musiałam liczyć wyłącznie na siłę własnych dłoni, to ilość energii, którą musiałam do tego użyć (jeszcze teraz czuję lekki ból) i czas, który trzeba było na to poświęcić, zdecydowanie przybliża mnie do pomysłu zakupu sprayu polecanego przez organizatorów – z tego co pamiętam był to EZ-Spray.

Co ciekawe, przy całym trudzie, który sprawiło mi wkładanie pianki, jej zdejmowanie okazało się czystą przyjemnością! Jeden ruch suwaka z tyłu i już było po sprawie. Być może będzie to dla Was zaskakujące, ale ściągnięcie pianki to już naprawdę bułka z masłem!

Jak to jest z tą wypornością?

Plan był taki, aby w każdej piance przepłynąć kilka długości basenu i na tej podstawie przekonać się, w której z nich było mi podczas pływania najwygodniej.

Najbardziej interesowała mnie kwestia wyporności. Jaką piankę powinna wybrać osoba, która dopiero zaczyna, a jaką ta, która ma już pewne doświadczenie? Organizatorzy testów potwierdzili moje przypuszczenia, że po pierwsze wszystko jest kwestią budżetu, którym dysponujemy, a po drugie – bardzo wiele zależy od indywidualnych predyspozycji.

Osobiście najlepiej pływało mi się w piance o większej wyporności. Wbrew temu, co myśli jednak wiele osób – żadna pianka nie sprawi, że podczas pływania, nie odczujesz zmęczenia. Większa wyporność oczywiście pomaga, ale nie na tyle, że lekki ruch ręką czy nogą wystarczy, aby szybko płynąć. Wspominam o tym dlatego, bo sama miałam nieco inne wyobrażenie o tej kwestii. Rzeczywistość okazała się dużo bardziej zaskakująca, a podstawowy wniosek, który wyciągnęłam z wszystkich trzech testów jest taki, że pianka o większej wyporności, po prostu – nie pozwoli Ci utonąć. I choć jest to bardzo pokrzepiające, to przecież nie to jest głównym celem Ironmana…

Czy warto wybrać się na testy pianek?

Jeśli zastanawiasz się, czy warto wybrać się na testy pianek do pływania, odpowiedź brzmi: Tak! Żaden artykuł, recenzja, czy zdjęcia, które znajdziesz w Internecie lub w książkach nie odda tego, co prawdziwe doświadczenie. Tak naprawdę, tylko w taki sposób będziesz w stanie wybrać odpowiednią dla siebie piankę i zobaczyć różnice, których nie oddadzą żadne słowa.

Jeśli o mnie chodzi, jestem bardzo zadowolona, że wzięłam udział w opisanych testach. Dzięki nim moja teoretyczna wiedza została poszerzona także o praktykę, która na pewno pozwoli mi łatwiej  i lepiej dobrać piankę dla siebie.



freedom_martya_w Image Banner 728 x 90
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułDębno Maraton 2015 – relacja z biegu
Następny artykułDuathlon Poznań, czyli duathlonowa Formuła 1
Małgorzata Stankiewicz
Zakochana w sporcie i podróżach. Właścicielka mopsa - Mopsiaka, który jest jej najlepszym towarzyszem w chwilach lenistwa, jeśli już uda jej się takie znaleźć. Biega maratony, ale nie tylko. W 2015 roku zdobyła Koronę Polskich Maratonów, a w 2016 zadebiutowała w triathlonie. Ukończyła 70.3 Herbalife Ironman Gdynia. Obecnie marzy zmierzeniu się z pełnym dystansem Ironman.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here